Oprowadzić. Tego mi jeszcze do szczęścia brakowało.
-No dobra. Mogę was oprowadzić.- zgodziłam się. Izaya kiwnął głową.
-Zostań tu przez chwilę- poprosił siostrę. Ruszyłam. W sumie nie oglądałam się za siebie. Jego sprawa czy nadąża czy nie.
-Tu jest jaskinia. Z początku spaliśmy tu wszyscy ale ci którzy zmieniają się w ludzi pobudowali domki. Tu mamy takie główne miejsce spotkań. Ognisko i tak dalej- mówiłam w dość szybkim tempie.
-Co tak pędzisz?- spytał Izaya.
-Mam swoje powody. Tamtędy jest skrót do miasta a tamtędy nad Krwawą Rzekę. Tu po prawej jest las w którym polujemy. Rzeka po lewej a w lesie jest kilka jezior.- wymieniałam nieco wolniej. Izaya kiwał głową i się uśmiechał. Ciekawe czemu.
-W tym domku mieszka Hektor, w tym Indian, a w tym do niedawna ja.- stwierdziłam idąc dalej.
-Do niedawna?- zaciekawił się Izaya.
-Tak. Urodziłam dzieci i potrzebujemy więcej miejsca- powiedziałam.
-Wy, czyli kto?- dalej wypytywał nowy.
-Ja, moje dzieci i mój mąż.- odpowiedziałam wyraźnie zniecierpliwiona.
Izaya słysząc ton mojego głosu zamilkł na chwilę po czym oświadczył:
-Chętnie poznam twojego męża.
-Poczekaj tu chwilę- poprosiłam.
Udałam się na skraj lasu i zawołałam męża. Telepatycznie zapytał po co, a ja odpowiedziałam że nowy członek watahy, Izaya chętnie go pozna. Po chwili Shizuo pojawił się niosąc drzewo.
-Izaya kun....-wycedził
{Izaya. (Wybacz że tak późno)}
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz