Pada, pada, pada.... i pada. Pogoda wręcz do mnie idealna, ciemno, ponuro. Siedze na skraju jaskini patrząc w dal, co chwila czuć krople deszczu na pysku. Patrze i siedze jakbym na coś czekał, a czekam? Nie wiem. Nie chce mi się nic robić, ale postanowiłem nie zaniedbywać swoich obowiązków, wyszedłem i ruszyłem sprawdzać tereny watahy, a po drodze zjadłem jakieś zwierze szukające schronienia. Snułem się po ziemi ociężale, jakby było słońce skakałbym po koronach drzew łapiąc chwile wolności. Nagle coś zaszumiało w krzakach, przybrałem pozycje bojową wystawiając kły i warcząc
- Wyjdź! - warknąłem
{Ktoś?}
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz