(Karin? :>)
WITAMY W WSP
Strony
poniedziałek, 5 października 2015
Od Destiny
Był zimny, deszczowy dzień - zresztą - jak zwykle. Szukałam właśnie
schronienia przed ulewą, gdy nagle zauważyłam ogromną jaskinię, a
właściwie - wejście do plątaniny tuneli. "Wejdę tam tylko na chwilę,
posiedzę, odpocznę, poczekam, aż deszcz minie... nie będę wchodzić
głębiej, bo jeszcze się zgubię" - pomyślałam. Weszłam więc ostrożnie.
Podłoże było bardzo mokre, sama jaskinia zimna, no ale przynajmniej nie
kapało na łeb. W tym momencie poczułam zapach rozkładającego się mięsa.
Zaczęłam się rozglądać po jamie. Ujżałam nagle czerwonawe, lekko zgniłe
już ciało łani. Pomimo okropnej woni zaburczało mi w brzuchu - nie
jadłam nic od tygodnia. Ostrożnie podeszłam, zatykając nos i odgarnęłam
muchy. Póki jednak zaczęłam jeść... poczułam na sobie czyiś oddech.
Kiedy się odwróciłam, ujżałam... gigantycznego smoka! Na chwilę
zamarłam. Zdołałam tylko użyć niewielkiego SilverBlade, który tylko
rozwścieczył bestię. Może, gdybym drugi raz go użyła z większą siłą...
ale... nie byłam w stanie. Krew się we mnie zmroziła, łapy zaczęły się
pode mną uginać... teraz zdolna byłam tylko do ucieczki. Rzuciłam się
więc w plątaninę korytarzy, które zdawały się nie mieć końca. W końcu
straciłam orientację, przez co biegłam już tylko właściwie z powodu
zguby. Nagle zauważyłam przed sobą światełko. Moje zmęczone łapy nagle
odzyskały energię. Mocno przyśpieszyłam i wypadłam na zewnątrz. Zziajana
od razu, po wypadnięciu z małego otworu, wcześniej trochę przysypanego
skałami, od razu padłam na ziemię i zaczęłam dyszeć. Kiedy, po dłuższej
chwili otworzyłam oczy, zobaczyłam przed sobą dwie, czerwone łapy. Od
razu stłumiłam w sobie dyszenie i spróbowałam się wyprostować, ale
straciłam czucie w łapach...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz