Mój dzień zaczął nad wyraz zwyczajnie, przeciągnąłem się ziewając przeciągle. Kłapnąłem pyskiem i ruszyłem na małe polowanie. Omijając nasz już teren podmokły ledwo co wyczułem woń sarny, zacząłem cicho się skradać do ofiary. Szykowałem się do skoku energicznie ruszając łopatkami, skoczyłem zakleszczając kły w szyi sarny. Padła na mokrą ziemie i zacząłem się zajadać wyrywając kawałki jedzenia.
I pora na zwiad, na szczęście mamy już nocnego strażnika i trochę śpię, ale tylko trochę
- Witaj Aida - przywitałem się z jasnoniebieską waderą, stojącą na mojej drodze
{Aida?}
I pora na zwiad, na szczęście mamy już nocnego strażnika i trochę śpię, ale tylko trochę
- Witaj Aida - przywitałem się z jasnoniebieską waderą, stojącą na mojej drodze
{Aida?}
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz