Sfrustrowany
i zły krążyłem w kółko po lodowej klatce. Nie tak to miało być! Teraz sprawy
się skomplikowały i mam dość małe szanse żeby jakkolwiek zdobyć mój cenny odłamek.
Położyłem się próbując opanować. Wiedziałem, że wadera ciągle mnie obserwuje.
Czułem jak wbija swój wzrok we mnie, ale ja nie miałem ochoty na konfrontacje.
Poczeka jeszcze trochę.
Postanowiłem na chwilę oderwać się od tego
miejsca i pomyśleć nad sprawami na Dworze. Coś się ewidentnie święci. Szepty po
kątach, przerażony służący wybiegający z komnaty Pani, no i oczywiście ten
rumieniec. Ona nigdy się nie rumie…Ona była ZŁA! No tak…To dużo wyjaśnia.
Wróciłem z powrotem do moich
teraźniejszy problemów i uroczej wadery…
I ta jej przemiana w człowieka. Z
jednej strony podobało mi się, że przybrała taką taktykę. Była dobrą
wojowniczką i trudną przeciwniczką. Z miejsca mi się to spodobało. Gdzieś w
mojej świadomości pojawiło się coś na kształt szacunku. Moce mnie nigdy u stworzeń nie dziwiły. Nie takie rzeczy dało się znaleźć na dworze mojej Pani.
Z
drugiej strony byłem na siebie cholernie wściekły! Żeby tak się dać podejść. Wstałem
i znów zacząłem krążyć. Nakręcało mnie to jeszcze bardziej, ale się tym nie
przejąłem. Gorszym problemem był fakt, że musiałem opowiedzieć o mojej misji
waderze, bo inaczej mnie nie wypuści. W sumie nie sądzę, żeby mnie wypuściła po
tym co usłyszy. Na chwilę zmieniłem się w chmurkę tylko po to by jeszcze raz
sprawdzić wytrzymałeś mojego więzienie i żeby w spokoju poprzeklinać. Kiedy się
opanowałem, usiadłem i popatrzyłem w oczy mojego cennego skarbu. Wyzierała z
nich ogromna ciekawość i powoli rosnące zniecierpliwienie.
-Wiesz, że nie wypuszczę cię dopóki mi nie odpowiesz? –powiedziała
z przekąsem.
Zachowałem
spokojny wyraz pyska, ale w środku przeciągle jęknąłem.
-Dobrze. Moją Panią jest Świetlista Pani. Służę jej odkąd
pamiętam. I odkąd pamiętam to ona jest moją opiekunką i właścicielką. Zawdzięczam
jej życie, a więc należy ono do niej.
Nagle moją
świadomość zalały dawne wspomnienia. Ciemna polana. Lepka ciecz na futrze. Powolne
oddechy. Delikatna dłoń na czole. Bolesne iskierki w łapach. Cichy szmer
głosów. Zamrugałem i powróciłem do opowieści.
-Dostałem w przeszłości od niej zadanie. Pozbierać i zwrócić
odłamki jej gwiazd.
-JEJ gwiazd?
A jednak.
Popatrzyłem na nią zrezygnowanym wzrokiem.
-Miałaś nie przerywać. Tak jej. Każda, nawet najmniejsza
gwiazdka jaśniejąca i płonąca należy do niej. Tak było, jest i będzie. Dawno
temu Pani była tak łaskawa, że użyczała odłamków jej cennych gwiazd
śmiertelnikom, którzy tego potrzebowali. Ale jeden z nich zakradł się na Dwór i
wykradł całą szkatułę. Moją Pnią to bardzo rozgniewało. Sprawca został złapany
i ukarany.
Przypomniał
mi się gobelin z wizerunkiem nieszczęśnika. Od razu trochę humor mi się polepszył.
-Niestety odłamki już rozsypały się po całej ziemi. A moim i
innych podobnych do mnie zadaniem jest je zwrócić. Teraz rozumiesz? W tobie
jest coś czego pragnę i dlatego miałem zamiar cię zabić. Jest jeszcze jedna
opcja…
Zobaczyłem,
że zaciekawiło ją moje ostatnie zdanie. Dobrze, niech pyta.
-Jakie? –widziałem jak stara się powiedzieć to nonszalancko.
Uśmiechnąłem
się w głębi siebie. Nie wyszło ci to.
-Mogę poczekać, aż sama umrzesz.
Widziałem,
jak coś w niej pęka i wypływa oburzonym krzykiem na zewnątrz.
-Że co?!
-Uspokój się. Albo ja wydobędę z ciebie ten odłamek albo
poczekam, aż sam wyjdzie. Druga opcja będzie dla ciebie chyba bardziej korzystna.
Nie dam ci odejść i odebrać mój cel więc zdecyduj jak chcesz to rozegrać. Wypuścisz
mnie teraz? Powiedziałem prawdę i oczekuję zapłaty.
{Windly?}
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz