gry online Wataha Srebrzystej Pełni: Blau gry online
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blau. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blau. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2015

Od Blau Cd. Windly

Poszedłem za nią jak w amoku. Całkiem do mnie nie docierało, że poruszam mięśniami czy oddycham. Docierało, ale w drugiej kolejności. Miałem wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje.
ZDRAJCA !!! ZDRAJCA !!! ZDRAJCA !!! Jak mogłeś nawet słuchać tych bredni?! Jak mogłeś choćby słuchać o planie zabicia Świetlistej Pani?! ZDRAJCA !!! ZDRAJCA !!! Zawiodłeś…czeka cię kara! Uratowała ci życie! I teraz do niej należysz! W każdym aspekcie, każdą cząstką duszy! Parszywy, zapchlony ZDRAJCA!!!
- Halo? – wadera trąciła mnie w bark wyrywając z natłoku myśli. – Pytałam cię o imię.
            Dopiero teraz zauważyłem, że stanęliśmy w wejściu do jaskini, która była nawiasem mówiąc piękna. Z wejścia wypatrzyłem kilka naprawdę cennych roślin. To tak jakby,  ktoś zasadził tu całą apteczkę. Te parę drzew które tutaj rosły wydawały mi się naprawdę stare i przesiąknięte pradawną magią. Miałem wielką ochotę je zbadać.
- Słuchasz mnie ty w ogóle? – moja gwiazdeczka miała zniecierpliwiony wyraz pyska i patrzyła na mnie, jakbym był upośledzony.
-Nie jestem głuchy – odpowiedziałem chłodno.
            Wszedłem powoli do jaskini jednocześnie się rozglądając. Niezła kryjówka ZDRAJCO. Potrząsnąłem gwałtownie głową. Nie teraz. Wadera sapnęła poirytowana.
- Nazywam się Blau – powiedziałem.
- Windly, ale możesz nazywać mnie Wi.
Wi zerknęła na mnie szybko i poszła przygotowywać sobie posłanie po drugiej stronie jaskini naprzeciwko wejścia. Ja za to podleciałem do jednego z drzew. Gruba, pozwijana kora i delikatnie drżące błękitne liście. Powąchałem je. Na pewno mi się przydadzą. Coś czuję, że mają duże właściwości lecznicze. Obleciałem jeszcze grotę tak dla rozeznania. Usiadłem na półce skalnej, z której miałem dobry widok na całą jaskinię. Windy położyła się i słyszałem jak wyrównuje się jej oddech. Ja również zwinąłem się w kłębek.
            Ale o spaniu mogłem tylko pomarzyć. Głosy i myśli w mojej głowie wprost urządziły sobie istną bitwę. A ja nie miałem ochoty tego słuchać. Uznałem, że warto zapolować, to zawsze pomaga wyciszyć się. Wstałem i podleciałem do Wi. Wylądowałem kilkanaście kroków od niej. Ale nie mogłem podejść bliżej. Wadera spała smacznie w okręgu z lodu. Mogłem być pewny, że jeżeli tylko bym tylko przekroczył linię to zostałbym natychmiastowo zamrożony. Popatrzyłem na nią. Zmarszczyła lekko brwi i dalej cicho pochrapywała.
~Do zobaczenia.
            Wybiegłem z jaskini. I znowu poczułem się wolny. Ciało z krwi i kości było takie ciężkie i nieporęczne. Miało swoje plusy, ale ja widziałem więcej minusów. Mogłem się zranić czy zachorować, upierdliwe było też zaspakajanie potrzeb. Ugh…Brak ciała jest lepszy. Moja energia mogła teraz swobodnie rozpływać się w powietrzu zamiast gnieść się w ciele. Pulsowała delikatnie kształtując moją formę. Czułem się wreszcie lekki i wolny. Pobiegłem w stronę Wichrowej Góry. Wygrzebałem z pamięci parę faktów. Jakieś parę mil za nią znajduje się mała wioska. Czas zapolować.
            Jednym z plusów bycia Łowcą to stałe połączenie z innymi. Coś w rodzaju grupowego czatu. Możemy go dowolnie modyfikować w razie potrzeby. Wyciszony, ale zawsze podłączony.
~Alex? Słyszysz mnie?
Odczekałem chwilę. Alex nigdy nie był dobry w tym sposobie komunikacji. Ponowiłem wezwanie.
~Blau? Czy to ty?
~Tak to ja. Potrzebuje twojej pomocy.
~Miałem właśnie zamiar powiedzieć ci to samo.
Ciekawe co tym razem się stało? Oby nic poważnego…
~Wpuścisz mnie? Tak będzie szybciej.
~Tak, tak. Momencik.
Chwilę później poczułem jak nad moją głową pojawia się mały wir, który ciągnął mnie do siebie coraz mocniej. Szybko zamknąłem oczy. Nie miałem zamiaru popełnić znowu tego samego błędu. Ostatnim razem widziałem naprawdę DZIWNE rzeczy. Już chwilę później stałem na chłodnej posadzce na korytarzu na Dworze.
- Dobrze cię widzieć Blau. Musisz mi pomóc.

piątek, 5 czerwca 2015

Od Blau Cd Windly



            Sfrustrowany i zły krążyłem w kółko po lodowej klatce. Nie tak to miało być! Teraz sprawy się skomplikowały i mam dość małe szanse żeby jakkolwiek zdobyć mój cenny odłamek. Położyłem się próbując opanować. Wiedziałem, że wadera ciągle mnie obserwuje. Czułem jak wbija swój wzrok we mnie, ale ja nie miałem ochoty na konfrontacje. Poczeka jeszcze trochę.
 Postanowiłem na chwilę oderwać się od tego miejsca i pomyśleć nad sprawami na Dworze. Coś się ewidentnie święci. Szepty po kątach, przerażony służący wybiegający z komnaty Pani, no i oczywiście ten rumieniec. Ona nigdy się nie rumie…Ona była ZŁA! No tak…To dużo wyjaśnia.
Wróciłem z powrotem do moich teraźniejszy problemów i uroczej wadery…
I ta jej przemiana w człowieka. Z jednej strony podobało mi się, że przybrała taką taktykę. Była dobrą wojowniczką i trudną przeciwniczką. Z miejsca mi się to spodobało. Gdzieś w mojej świadomości pojawiło się coś na kształt szacunku. Moce mnie nigdy u stworzeń nie dziwiły. Nie takie rzeczy dało się znaleźć na dworze mojej Pani.
            Z drugiej strony byłem na siebie cholernie wściekły! Żeby tak się dać podejść. Wstałem i znów zacząłem krążyć. Nakręcało mnie to jeszcze bardziej, ale się tym nie przejąłem. Gorszym problemem był fakt, że musiałem opowiedzieć o mojej misji waderze, bo inaczej mnie nie wypuści. W sumie nie sądzę, żeby mnie wypuściła po tym co usłyszy. Na chwilę zmieniłem się w chmurkę tylko po to by jeszcze raz sprawdzić wytrzymałeś mojego więzienie i żeby w spokoju poprzeklinać. Kiedy się opanowałem, usiadłem i popatrzyłem w oczy mojego cennego skarbu. Wyzierała z nich ogromna ciekawość i powoli rosnące zniecierpliwienie.
-Wiesz, że nie wypuszczę cię dopóki mi nie odpowiesz? –powiedziała z przekąsem.
            Zachowałem spokojny wyraz pyska, ale w środku przeciągle jęknąłem.
-Dobrze. Moją Panią jest Świetlista Pani. Służę jej odkąd pamiętam. I odkąd pamiętam to ona jest moją opiekunką i właścicielką. Zawdzięczam jej życie, a więc należy ono do niej.
            Nagle moją świadomość zalały dawne wspomnienia. Ciemna polana. Lepka ciecz na futrze. Powolne oddechy. Delikatna dłoń na czole. Bolesne iskierki w łapach. Cichy szmer głosów. Zamrugałem i powróciłem do opowieści.
-Dostałem w przeszłości od niej zadanie. Pozbierać i zwrócić odłamki jej gwiazd.
-JEJ gwiazd?
            A jednak. Popatrzyłem na nią zrezygnowanym wzrokiem.
-Miałaś nie przerywać. Tak jej. Każda, nawet najmniejsza gwiazdka jaśniejąca i płonąca należy do niej. Tak było, jest i będzie. Dawno temu Pani była tak łaskawa, że użyczała odłamków jej cennych gwiazd śmiertelnikom, którzy tego potrzebowali. Ale jeden z nich zakradł się na Dwór i wykradł całą szkatułę. Moją Pnią to bardzo rozgniewało. Sprawca został złapany i ukarany.
            Przypomniał mi się gobelin z wizerunkiem nieszczęśnika. Od razu trochę humor mi się polepszył.
-Niestety odłamki już rozsypały się po całej ziemi. A moim i innych podobnych do mnie zadaniem jest je zwrócić. Teraz rozumiesz? W tobie jest coś czego pragnę i dlatego miałem zamiar cię zabić. Jest jeszcze jedna opcja…
            Zobaczyłem, że zaciekawiło ją moje ostatnie zdanie. Dobrze, niech pyta.
-Jakie? –widziałem jak stara się powiedzieć to nonszalancko.
            Uśmiechnąłem się w głębi siebie. Nie wyszło ci to.
-Mogę poczekać, aż sama umrzesz.
            Widziałem, jak coś w niej pęka i wypływa oburzonym krzykiem na zewnątrz.
-Że co?!
-Uspokój się. Albo ja wydobędę z ciebie ten odłamek albo poczekam, aż sam wyjdzie. Druga opcja będzie dla ciebie chyba bardziej korzystna. Nie dam ci odejść i odebrać mój cel więc zdecyduj jak chcesz to rozegrać. Wypuścisz mnie teraz? Powiedziałem prawdę i oczekuję zapłaty.
{Windly?}

Od Blau



            Biegłem na wyznaczone tereny.
 Byłem zaraz po zebraniu Łowców. I  muszę przyznać, że coś było nie tak. Wszyscy szeptali po kątach z dziwnymi minami. Nie udało mi się podsłuchać o czym rozmawiają. Jakby cała gwardia zmówiła się przeciwko mnie. Unikali jakiegokolwiek kontaktu ze mną. Kiedy wszedłem do Sali mojej Pani z przerażoną miną przebiegł obok mnie któryś ze służących i z ulgą wypadł na główny hol. Doszedłem do podnóża łoża Pani i się skłoniłem. Ona w tym czasie poprawiła suknie i włosy choć w mojej opinii już wyglądała perfekcyjnie.
-Mam dla ciebie zadanie –rzekła a jej dźwięczny, czysty głos rozbrzmiał w mojej głowie.
-Zrobię dla ciebie wszystko Najjaśniejsza –odpowiedziałem.
            Spojrzałem w jej boskie oblicze. Jej jasne oczy skrzyły się delikatnie a na ciemnym policzku wykwitł słaby rumieniec. Zanotowałem te zmiany z zaskoczeniem.
-Moi zwiadowcy znaleźli kolejny odłamek. Znajdź go i przynieś mi.
            I nie czekając na moją odpowiedź wstała i udała się do wyjścia. Po drodze lekko przejechała dłonią po moim grzbiecie. Odczułem to jako pochwałę za poprzednie zadanie. No i oczywiście doznałem ogromnego zaszczytu. Nie każdego Świetlista Pani głaszcze w nagrodę.
            Później tak jak zwykle dostarczono mi podstawowe informacje i już biegłem na misje. Tym razem to była dość płaska okolica. Jedna czy dwie wyższe góry a reszta to lasy, jeziora i rzeki. Miło. Zamknąłem oczy i pozwoliłem prowadzić się swojemu nosowi. Nagle poczułem jak wbiegam do rzeki. Szybko otworzyłem oczy i zobaczyłem że taplam się w całej rzece brunatnego płynu. Wyszedłem niezadowolony i uwalony krwią. Rzeka z krwi kto by pomyślał? Uznałem że nie ma sensu czyszczenia się z tej mazi. Całe łapy, brzuch i ogon to za wiele roboty. Zresztą lepka posoka nie wyglądała przyjemnie. Pobiegłem dalej.
            Coraz wyraźniej odczuwałem odłamek. Wszędzie były jego ślady. Przemierzałem lasy i napotkałem się na jakieś jezioro. Postanowiłem się obmyć. Ruszyłem dalej i natrafiłem na długa rzekę. Przeszedłem kawałek pod osłona zarośli i zobaczyłem białą waderę jedzącą jakąś dużą zdobycz. Poruszyła się i zauważyłem, że ma duże również białe skrzydła. Podszedłem ciut bliżej czyli dzieliła nas odległość kilkunastu metrów. Odnotowałem, że ma niebieskie uszy i łapy oraz końcówkę ogona. Zmieniłem swoją postać na niematerialną i podszedłem blisko. Wadera podniosła głowę i rozejrzała się, ale niczego nie zauważyła i dalej zajmowała się zdobyczą. Powąchałem jej futro. Zdecydowanie to moja zdobycz. Uśmiechnąłem się i dla zabawy trąciłem ja nosem.
            Podskoczyła i rozejrzała się wokoło czujnie. Ale mnie tam już nie było. Ze śmiechem schowałem się w gąszczu roślin i obmyślałem plan.
{Windly?}