Biegłem na wyznaczone tereny.
Byłem zaraz po zebraniu Łowców. I muszę przyznać, że coś było nie tak. Wszyscy
szeptali po kątach z dziwnymi minami. Nie udało mi się podsłuchać o czym
rozmawiają. Jakby cała gwardia zmówiła się przeciwko mnie. Unikali jakiegokolwiek
kontaktu ze mną. Kiedy wszedłem do Sali mojej Pani z przerażoną miną przebiegł
obok mnie któryś ze służących i z ulgą wypadł na główny hol. Doszedłem do
podnóża łoża Pani i się skłoniłem. Ona w tym czasie poprawiła suknie i włosy
choć w mojej opinii już wyglądała perfekcyjnie.
-Mam dla ciebie zadanie –rzekła a jej dźwięczny, czysty głos
rozbrzmiał w mojej głowie.
-Zrobię dla ciebie wszystko Najjaśniejsza –odpowiedziałem.
Spojrzałem w
jej boskie oblicze. Jej jasne oczy skrzyły się delikatnie a na ciemnym policzku
wykwitł słaby rumieniec. Zanotowałem te zmiany z zaskoczeniem.
-Moi zwiadowcy znaleźli kolejny odłamek. Znajdź go i
przynieś mi.
I nie czekając
na moją odpowiedź wstała i udała się do wyjścia. Po drodze lekko przejechała
dłonią po moim grzbiecie. Odczułem to jako pochwałę za poprzednie zadanie. No i
oczywiście doznałem ogromnego zaszczytu. Nie każdego Świetlista Pani głaszcze w
nagrodę.
Później tak
jak zwykle dostarczono mi podstawowe informacje i już biegłem na misje. Tym
razem to była dość płaska okolica. Jedna czy dwie wyższe góry a reszta to lasy,
jeziora i rzeki. Miło. Zamknąłem oczy i pozwoliłem prowadzić się swojemu
nosowi. Nagle poczułem jak wbiegam do rzeki. Szybko otworzyłem oczy i
zobaczyłem że taplam się w całej rzece brunatnego płynu. Wyszedłem
niezadowolony i uwalony krwią. Rzeka z krwi kto by pomyślał? Uznałem że nie ma
sensu czyszczenia się z tej mazi. Całe łapy, brzuch i ogon to za wiele roboty.
Zresztą lepka posoka nie wyglądała przyjemnie. Pobiegłem dalej.
Coraz
wyraźniej odczuwałem odłamek. Wszędzie były jego ślady. Przemierzałem lasy i
napotkałem się na jakieś jezioro. Postanowiłem się obmyć. Ruszyłem dalej i
natrafiłem na długa rzekę. Przeszedłem kawałek pod osłona zarośli i zobaczyłem
białą waderę jedzącą jakąś dużą zdobycz. Poruszyła się i zauważyłem, że ma duże
również białe skrzydła. Podszedłem ciut bliżej czyli dzieliła nas odległość kilkunastu
metrów. Odnotowałem, że ma niebieskie uszy i łapy oraz końcówkę ogona. Zmieniłem
swoją postać na niematerialną i podszedłem blisko. Wadera podniosła głowę i
rozejrzała się, ale niczego nie zauważyła i dalej zajmowała się zdobyczą. Powąchałem
jej futro. Zdecydowanie to moja zdobycz. Uśmiechnąłem się i dla zabawy trąciłem
ja nosem.
Podskoczyła
i rozejrzała się wokoło czujnie. Ale mnie tam już nie było. Ze śmiechem
schowałem się w gąszczu roślin i obmyślałem plan.
{Windly?}
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz